Kapitan dotarł nad ocean! Haftowana bomberka

with Brak komentarzy
 

Nareszcie! Kapitan ujrzał światło dzienne! I to nie byle gdzie, bo nad oceanem. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej lokalizacji na premierę lnianej, haftowanej w kapitana kurtki.

Czas, który upłynął od skrojenia do pierwszego założenia był, nawet jak na mnie, ekstremalnie długi. Pierwsze zdjęcie kapitana na moim insta pojawiło się 27 kwietnia. Wtedy wyglądał jeszcze jak święty Mikołaj. Od tego momentu upłynęły ponad 3 miesiące i 18 tysięcy kilometrów.

Proces szycia był nieszczególnie skomplikowany. Ten wykrój mam już solidnie przećwiczony, bo powstała z niego również aksamitna bomberka, i pewnie niejedna jeszcze powstanie. Kurtka skrojona jest z 100% lnianej, polskiej tkaniny zakupionej na allegro. Podszewka to gruba bawełna w kwiaty z Ikea.

Najwięcej czasu zajęło mi wyhaftowanie kapitana. Wzór kupiłam na etsy. W przypadku haftu najczęściej odrysowuje wzór korzystając z tabletu – wyświetlam wzór na ekranie, kładę na niego tkaninę, i po prostu przerysowuję, uważając, żeby nie uszkodzić ekranu. Taka ulepszona wersja przyklejania wzoru i tkaniny do okna. Niestety, z szarym lnem nie było tak łatwo, bo światło ekranu ledwie przez niego prześwitywało. Przerysowanie tego wzoru było chyba najbardziej denerwującą czynnością w całym procesie. Później poszło już z górki.

W związku z ewidentnie wiosennym charakterem kurtki, i zimową nowozelandzką pogodą, nie mam okazji nosić jej zbyt często.

 

Patrząc na konta istagramowe koleżanek po fachu, nie mogę doczekać się zmiany pogody tutaj, i może jednej lub dwóch letnich sukienek? Mam wrażenie, naturalnie, że Nowa Zelandia jest sezon do tyłu w stosunku do reszty świata, więc cokolwiek nosicie teraz w Polsce będzie tutaj super hitem za kilka miesięcy:)

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz