7×7 – po co mi to było?

with Brak komentarzy

las

Ja i systematyczność nie idziemy w parze. Jestem raczej typem ad hoc, co widać po częstotliwości postów na blogu. Latem zeszłego roku zaangażowałam się w projekt, którego celem było zminimalizowanie wielkości mojej szafy. Wytrwałam w postanowieniu noszenia 7 sztuk odzieży przez 7 dni z rzędu przez kilka tygodni. Z założenia miało to być sześć miesięcy. Skończyło się po trzech, co i tak było niezłym sukcesem. Nauczyłam się kilku rzeczy o zawartości mojej szafy, doszłam też do szokujących dla mnie wniosków.

Mimo ciekawych lekcji, które udało mi się odrobić po drodze, żadna z nich nie była celem tego ćwiczenia. Było nim ograniczenie wielkości mojej szafy do około 15 kg. Dlaczego? Dlatego, że prawie miesiąc temu przeprowadziłam się do Nowej Zelandii. Z jedną 23 kilogramową walizką. Szalone? Trochę…

Moja szafa wygląda więc aktualnie tak.

Trochę smutno. Nie będę komentować plastikowych wieszaków, na których wszystko wisi. Jestem w fazie budowania;) Ale wiesz co? Nie brakuje mi niczego. Tak totalnie niczego. W zasadzie mam w tej szafie rzeczy, których jeszcze nie ubrałam ani razu będąc tutaj.

Niestety, w konsekwencji przeprowadzki, nie posiadam aktualnie maszyny do szycia. Wysłałam obie z Polski ponad miesiąc temu. Płyną statkiem z Londynu, i będą płynąć jeszcze do 10 tygodni. Przez ten czas moja kreatywna strona będzie musiała wyszaleć się gdzie indziej, o czym będę informować. Powiem tylko, że nowy dom wymaga nowego wystroju wnętrza. A że jestem wielką fanką upcyclingowancych mebli, pojawi się trochę farby i lakieru. Stay tuned:)

A o Nowej Zelandii będę jeszcze pisać, i to dużo:)