Kilka słów o kolorach

with Brak komentarzy

 

Na analizie kolorystycznej znam się na tyle, na ile udało mi się przeczytać na blogu Ubieraj się klasycznie. Dowiedziałam się, że jestem delikatnym latem (całkiem mało oryginalnym dla naszego regionu). Znalazłam swoją paletę kolorystyczną, którą bardzo lubię. Odkryłam też, że szary jest totalnie moim kolorem. Wcześniej unikałam go jak ognia, myśląc, ze będę w nim wyglądać jak trupek.

Całą tę wiedzę udało mi się wyssać z internetów. Pewnie kolorystka mogłaby wskazać mi jeszcze kilka szczegółów, o których nie mam pojęcia, aczkolwiek Ameryka w tym obszarze została już odkryta. I poważnie, polecam każdemu zdobycie takiej wiedzy. Często pod skórą czujemy, w czym nam dobrze, a w czym niekoniecznie. Ale są też takie kolory, które na pierwszy rzut oka nie są oczywiste. Stosując trochę więcej makijażu pewnie można ubrać na siebie wszystko. Ja należę do osób, które niekoniecznie nakładają na siebie dużo kosmetyków, szczególnie tych kolorowych, więc do kwestii dobrania odcieni podchodzę poważnie. I tak, czarny, który kiedyś był moją bazą, eliminuję konsekwentnie od paru już lat.

Ale dziś będę analizować coś innego – kolory w mojej garderobie.

Nie jestem totalnym świrem, serio:) Większość pracy była już zrobiona przy okazji pliku Excelowego, nad którym pracowałam poprzednio. Do pliku dodałam kilka kolumn, odjęłam kilka innych. Krótko mówiąc powstała jego updatowana wersja, takie v 2.0. Jedną z nowych jest kolumna „kolor”, którą wypełniłam danymi o podstawowym kolorze, bez wchodzenia w temat odcieni. Powstał do tego prosty pivot, a do niego prosty wykres. I tak ląduje z informacją o tym, jaki kolor ma największy udział w mojej szafie. I tu niezła niespodzianka. Mam dwóch zwyciezców. Biały z wynikiem 24% i szaty z dokładnie takim samym. Ten sam szary, który niecałe 3 lata temu uważałam za zło, stanowi aktualnie 1/4 mojej szafy.

Co dokładnie mówi to o moich zakupowych wyborach? Czy naprawdę w ciągu ostatnich (circa) 36 miesięcy wymieniłam co najmniej 1/4 swojej garderoby? Czy po prostu dokonałam ekspansji…?

Wracając do danych, na ich podstawie formułować będę przyszłą listę zakupową na sezon wiosenny, w okolicach połowy grudnia. Oczywiście, jeżeli po moim aktualnym ćwiczeniu w ogóle zajdzie taka potrzeba. Patrząc na mój wykresik, i kolory, które lubię, i chcę mieć w swojej szafie, a dodatkowo dobrze w nich wyglądam, nasuwają mi się wnioski:

Koniec z czarnym (12%). Doskonałym ekwiwalentem jest szary (może być np. grafit) lub granat.
Idę w pastele. Kolory takie jak czerwony (3%) na pewno nie są moją bajką.
Granat (10%), wspomniany powyżej jako alternatywa, też powinien moim zdaniem być w odwecie.

Reszta nawet mi się podoba. Myślę, że nie do końca uświadomioną pracę nad szafą zaczęłam już jakiś czas temu, a skutki widoczne są powyżej.

Jeszcze raz podkreślam, że poważnie nie jestem żadnym freakiem. Po prostu lubię Excel:) Dla tych, którzy lubią go równie mocno, zamieszczam tutaj wersję do ściągnięcia, z zaszytym pivotem i raportem. Enjoy!