7×7 tydzień piąty

with Brak komentarzy

 

W tym tygodniu wszystko poszło nie tak. Z niedobitków mojej lżejszej garderoby próbowałam złożyć spójną całość. Bezskutecznie. Porażkę dodatkowo spotęgowała moja niezdarność. Para spodni i top padły ofiarą moich wątpliwych zdolności kulinarnych. Nie, nie gotowałam dwudaniowego obiadu z deserem. Po prostu kroiłam paprykę przy śniadaniu…

Pogoda również nie rozpieszczała, i mimo pięknego słońca, temperatury przestały nadawać się do noszenia sandałów. Część moich planów nie wypaliła, bo po prostu nie miałam ochoty nosić pewnych rzeczy. I tak, z klasycznych siedmiu, zrobiło się dziewięć elementów garderoby.

 

Gdybym chciała być niezwykle precyzyjna, w tym tygodniu post powinien nosić tytuł „9×5”.

 

Wynik niby podobny, ale to jednak nie to;)Po piątym tygodniu jestem gotowa na sformułowanie kilku wniosków i pozbycie się paru elementów garderoby. Ten tydzień, ze wspomnianych względów, nie składał się już z zupełnie nowych ciuchów. Niektóre z pozostałych rzeczy nie nadają się aktualnie do noszenia ze względu na swój sezonowych charakter. Inne są moim zdaniem zbyt eleganckie lub „wyjściowe”, więc nie czuję się w nich dobrze na co dzień. Pozostałych po prostu już nie czuję. Lub nigdy do końca nie czułam, i kupiłam z powodów, których aktualnie niestety nie jestem w stanie już przywołać.

Myślę, że niejedna z nas ma w swojej szafie takie koszmarki.

 

Problem w tym, że w przeciwieństwie do wszystkich innych aspektów życia, często nie uczymy się na swoich błędach zakupowych.

Pewne wyobrażenia jak mogę w czymś wyglądać, lub gorzej, jak w czymś wyglądają inni, albo najgorzej – modelki w lookbookach, spotęgowane atrakcyjną ceną przypadkowej sztuki (lub, o zgrozo, sztuk), kończą się decyzją. Czasem nie jest ona w cale zła. Aczkolwiek prawdopodobieństwo strzału w dziesiątkę nie jest wcale bardzo wysokie. Całe rzesze ekspertów, mądrych marketingowych głów, poświęcają swoją energię i kreatywność, żeby w kierunku takich pochopnych decyzji nas popychać. A my, nie ujmując, w tę pułapkę chętnie wchodzimy.Na szczęście pojawiło się kilka trendów, które powoli otwierają nam oczy na inne aspekty przemysłu – ekologia, jakość, bilans, potrzeba vs pragnienie. Jestem pewna, że niejedna marka wykorzystała już te trendy na swoją korzyść. Aczkolwiek, jeżeli rzeczywiście pozostaną tak popularne przez następnych kilka lat, przemysł będzie musiał zareagować na potrzeby nowych, świadomych konsumentów.

 

Podsumowując ubiegły tydzień, nosiłam:

– stare nowoodkryte różowe chinosy
– czarne rurki
– gumowe sandały
– sandały na platformie
– czarne baleriny
– i na górze kompletny chaos: żakardowy t-shirt (jak ja nie lubię tych ramion), granatowa bluzka, pasiasty longsleeve i koszula

 
 

Tak więc, przyszły tydzień jest powrotem do poprzednich zasad wyzwania. Będę starała się używać nowych elementów, ale nie będą to już zupełnie nowe zestawienia. Część ciuchów, które planowałam założyć w zeszłym tygodniu, doczekają się nowego życia, bo w aktualnym kształcie nie będą mi już służyć.