welurowe love

with Brak komentarzy

Szyjąc, poznaję nowe materiały, których nazwy dwa lata temu niewiele dla mnie znaczyły. Batyst, digonal, boucle, krepa, popelina… Większości z nich cały czas nie jestem w stanie rozróżnić, ale pewne podstawy już mam.

Ta zwiększająca się materiałowa świadomość widoczna jest również, kiedy przechadzam się po galeriach handlowych. Nie to żebym spacerowała po nich szczególnie często. Wygląda na to, że mamy wielki come back aksamitu i weluru. Jeżeli w sieciówkach są teraz (lub były jak pisałam ten tekst, czyli tuż przed sylwestrem – fakt, że już ich nie ma mógłby być tematem na kolejny post, a nawet książkę…), oznacza, że jakiś czas temu pojawiły się na wybiegach. Okazało się, że Vouge odkrył ten trend już w marcu zeszłego roku (klik) .Raczaj nie zrobię kariery w prognozując trendy…

 

 

 

Poszukując inspiracji zakochałam się w tej tkaninie jeszcze
bardziej. W efekcie w moim domu pojawiły się (mimo publicznie złożonej
obietnicy o niekupowaniu tkanin, sic!) dwa metry pięknego, szarego weluru. Hitem miał być welurowy bieliźniany top. Niestety, wykończyło mnie, jak zwykle, wykończenie. Koronka straszliwie odstaje, a ja nie mam już siły z nią walczyć. Za sukces za to uznałam piękne ramiączka spaghetti (z przepisu Joulenki klik).

 

Po tym, jak dałam sobie spokój z topem, zabrałam się za bluzę z raglanowymi rękawami. Niepozorna szara bluza wysunęła się na pierwsze miejsce w mojej szafie – doskonała na spacery z psem, siłownię (szczególnie jak pada klima) i długie, zimne wieczory w domu.

 

 

Podsumowanie

Top to połączenie dwóch modeli z Burdy 10/2014 #117, bluza to #143 z tego samego wydania Burdy, krój dla dzieci. Swoją drogą, bardzo niepozorny numer, a skorzystałam już z kilku wykrojów.